Saga Pieśni
Lodu i Ognia została wciągnięta w bezwzględną, marketingową maszynę. Nie ma w
tym nic dziwnego, wszak wokół kury znoszącej złote jajka zawsze pojawia się
chmara sępów. W sytuacji, gdy niedługo podcierać będziemy się logiem Gry o
Tron, jest pewien zauważalny pozytyw. Wiele osób dopiero teraz zorientowało się
o wartości sagi Martina. Przyznam się szczerze, że można wśród nich znaleźć i
mnie. I podobnie jak reszta, zostałem olśniony.
